Inwestowanie w jednej lekcji

Jak nauczyć się inwestować w jednej lekcji

Zanim rozpoczniesz inwestowanie swojego kapitału, warto poszukać dobrych źródeł, które mogą przynieść zysk. Do takich należy giełda. Trzeba jednak pamiętać, że giełda to rodzaj żeński, a więc jest kapryśna, zmienna i nieprzewidywalna. Związek z nią może być arcyciekawy, ale wymaga cierpliwości, pochłania prawie całą uwagę i trzeba mieć, oprócz rozumu, także sporo odwagi i szczęścia. Książka Marka Skousena „Inwestowanie w jednej lekcji” daje czytelnikowi wiedzę o tym, co można, a nawet trzeba zrobić, aby nasze działanie było w miarę logiczne. Niestety, na bycie szczęściarzem nie znajdziemy recepty, a szkoda.

Spróbujmy to ogarnąć


Zaczynając romans z giełdą, warto uświadomić sobie, że w tej grze jedno jest pewne: że nic nie jest pewne. Najsprytniejsi stratedzy tracą majątki, a ciche, małe myszki zgarniają spore zyski. Warto też pamiętać, że pieniądze ulokowane na giełdzie mogą czasami bardzo długo poleżeć, zanim zaczną przynosić zyski. Można je stracić w wyniku nieprzewidywalnych okoliczności, można też niespodziewanie zyskać! Tak, więc początkujący gracz powinien wystrzegać się pochopnych decyzji i unikać giełdowych pułapek. Jedna z nich to lokowanie pieniędzy w jednym aktywie. Nie warto stawiać wszystkiego na jednego konia, bo często jest to droga do bankructwa.

Trzeba również rozróżniać inwestowanie na giełdzie od inwestowania w biznes. Kupując akcje działasz na rynku finansowym (no chyba, że kupisz tak duży pakiet, który pozwoli Ci mieć wpływ na funkcjonowanie firmy). Mamy więc do czynienia z innym ryzykiem, innymi stopami zwrotu itd. Prawie niezależnie od spadku akcji czy ich szybowania w górę, firma może spokojnie się rozwijać, realizując swoje cele. Owszem, związek akcji z firmą jest bardziej lub mniej wyrazisty, ale nie od razu musi to być widoczne. Indeksy na Wall Street często nie odzwierciedlają sytuacji ekonomicznej w kraju. Czasami górują nad gospodarką, a czasem jest wręcz odwrotnie. Tego całkowicie zrozumieć się nie da, ale dla lepszego rozeznania można się przyjrzeć kilku mechanizmom.

Firma wchodzi na giełdę


Zacznijmy od firmy, która poszukując kapitału rozpoczyna pierwszą emisję akcji. Nasza debiutantka najczęściej pojawia się w okresie hossy i rosnących indeksów giełdowych. Wcześniej została poddana obróbce: ustalono ile akcji wędruje do obrotu, wyznaczono ich cenę oraz wskazano termin debiutu. Ale nie wszystkie firmy chcą emitować akcje i uczestniczyć w rynku giełdowym, bo nie chcą w ten sposób wystawić się na widok publiczny, co wiąże się z kontrolą rządu, różnych agencji czy akcjonariuszy. Załóżmy jednak, że nasza firma debiutuje na giełdzie i do gry przystępują inwestorzy dzierżący akcje w ręku: właściciele, menedżerowie, pracownicy, a nawet spekulanci. Ci ostatni potrafią sporo namieszać, aby tak manipulować giełdą, by odnieść korzyść. To ich gierki, między innymi, czynią giełdę nieprzewidywalną. Trzeba jednak przyznać, że oni też ponoszą konsekwencje zawirowań, do których sami się przyczynili. Poza tym przed nieuczciwymi manipulacjami chronią odpowiednie regulacje prawne.

Oby tylko nie stracić głowy…


Na nic jednak zdadzą się zaklęcia. Ludzie nie postępują przewidywalnie, racjonalnie i logicznie. Zew hazardzisty potrafi pociągnąć ich na manowce, a przy okazji przeorzą prawie całą giełdę. Zrozumienie tych mechanizmów przybliża ekonomia behawioralna, czyli nauka o zjawiskach rzeczywiście występujących w ekonomii. Inwestor skłonny do ryzyka chętnie wybierze słabszą czy wręcz słabą firmę, licząc na szybko rosnące ceny akcji w przypadku jej dynamicznego rozwoju, a odrzuci stabilną firmę przynoszącą stały, ale niski zysk. Mimo wszystko jednak warto obrać jakąś strategię, świadczącą o tym, że racjonalnie traktujemy giełdę, licząc, że ona odwzajemni się tym samym. Zatem chcąc odnieść sukces, działamy długoterminowo. Najpierw wybieramy firmę, która regularnie wypłaca dywidendy. Szukając, dokonujemy analizy fundamentów: ocenę zysków, poziom sprzedaży i dywidendy właśnie. Sprawdzamy to w określonym przedziale czasowym, gdyż ważny jest stabilny sukcesywny rozwój, bo to on może przynieść spodziewany zysk. Mark Skousen w swojej książce „Inwestowanie w jednej lekcji” podpowiada też, w co ewentualnie można inwestować, by jeśli nie zyskać, to przynajmniej nie stracić. Jednak czytelnik chcąc inwestować, powinien wiedzieć, że czyni to na własną odpowiedzialność i żadna książka nie chroni go przed używaniem rozumu czy nawet słuchaniem intuicji. A giełda kusi: obietnicą zysku, gwarancją silnych emocji i takiej też adrenaliny, elektryzuje dramatycznymi i szczęśliwymi historiami inwestorów, o których krążą legendy. Oczywiście każdy chętnie widziałby się wśród tych ostatnich, czego należałoby sobie życzyć.