Obudź w sobie olbrzyma

Olbrzymie, powstań, już czas!

Żyję sobie jak żółwik w pancerzyku, rzadko wystawiam antenki na zewnętrzny świat, bo zwyczajnie nie przepadam za nim, z wiekiem staję się zgorzkniały, niechętny wszystkiemu, co nowe, codziennie w myślach ćwiczę, jak tu dokopać tym, co śmieją się, są zadowoleni, spontaniczni i otwarci na ludzi. Po co pokazują, że cieszą się swoim życiem? Niech im będzie tak samo jak mnie: nudno, szaro i byle jak. Jaśniejszą myślą jest czekanie na wróżkę, rycerza na białym koniu, czy złotą rybkę, którzy razem albo każde z osobna odmienią moją egzystencję. I teraz właśnie przypadkowo wpada mi do rąk książka Tony Robbinsa: Obudź w sobie olbrzyma. To ja sam mam być tym magiem od siedmiu boleści, czy jakąś oczadziałą wróżką? Nigdy w życiu! Jeszcze czego!

W poszukiwaniu życiowej siły


Jednak Robbins tak pięknie kusi prostotą przebudzenia. Wtedy otwierają się kanały zamulenia i frustracji: mam etatową pracę z szefem, synem właściciela, który nie umie nic innego poza marnotrawieniem pieniędzy, mój związek uczuciowy to zwyczajna porażka, nie lubię sąsiadów i całej okolicy. Kto mnie tak zapędził w kozi róg? A Tony Robbins spokojnie odpowiada: ty sam! To, kim ty jesteś, panie Robbins, żeby tak oceniać ludzi? To: przedsiębiorca, mówca, pisarz, doradzał wielu firmom, ludziom ze świata rozrywki, prezesom. Jest też filantropem, wspiera organizację dostarczającą żywność potrzebującym. Pierwsze czytanie i szybkie sprawdzenie zgodności: pisanie – postępowanie. Szacunek, jest znak równości. Teraz drugie czytanie: to, co ja mam ze sobą zrobić? Odpowiedź: zmień to!

Zstąpmy do głębi


Trzeba zacząć od samodzielnych decyzji i trwania przy nich. A gdzie zgoda dla świętego spokoju? Nieprzeszkadzanie innym, którzy wiedzą, czego chcą? To teraz mam być ja? Dzięki panie Robbins, że mogę chociaż trochę poćwiczyć. Dziś na obiad będzie schab z zasmażaną kapustą, choćby żonka zagroziła rozwodem. Zatem zajadam wywalczonego schabika. Mniam, żadne tam vege czy sfiksowane fit, czuję się bosko! Żonka cierpi, a jak ja cierpiałem tyle lat? Od ćwiczeń niezobowiązujących przechodzę do ważnych i ważniejszych. Czeka mnie jedna z najpiękniejszych chwil w życiu.

-Słuchaj synu szefa, nie szanujesz ludzi, nic nie umiesz i nie uczysz się. Marnotrawisz pieniądze ojca i jeszcze masz czelność nas wyzywać? Dość! Nie, nie, nie, to ja się zwalniam. Odchodzę z tego chorego świata. To mówiłem ja, gnom, który wstaje na nogi i rośnie na olbrzyma. A teraz żonka: albo terapia rodzinna, albo rozwód, o który pozew wniosę ja, zrozumiano? Mówię jeszcze w połowie zgięty, ale zaraz się wyprostuję: i jeszcze jedno, przeprowadzamy się. Uff, ulżyło mi, choć ważę o połowę mniej. Olbrzymie, już się nie chowaj.

Wsparcie dla metamorfozy


Każdy, kto przeszedł metamorfozę, wie, jak bardzo jest się wyczulonym na opinię zewnętrzną. Ja też jestem i słyszę różne oceny i widzę stukanie się w głowę, ale wspierany radami Tony Robbinsa, nie poddam się. A oto sześć kół ratunkowych, które znajdziesz w książce Robbinsa: Obudź w sobie olbrzyma:

1.Zawsze pamiętaj o prawdziwej sile, jaką daje podejmowanie decyzji. Od tej najmniejszej do tej najważniejszej.
2.Pamiętaj, że najtrudniejszym krokiem do osiągnięcia czegokolwiek jest prawdziwe oddanie się czemuś. Bo niby po co masz przechodzić z bagienka X do bagna Y? Logiczne?
3.Podejmuj decyzje często. Nie jesteś już gnomem. Stoisz na dwóch silnych nogach, a głowę masz wśród gwiazd. Jesteś olbrzymem. Brawo!
4. Wyciągaj wnioski z podejmowanych decyzji. To oczywiste, że czasem palniesz kulą w płot. No i co z tego? Błądzić jest rzeczą ludzką, a błędów nie popełnia ten, co nic nie robi. Popełnić błąd- zdarza się, problem polega na tym, żeby na nim się uczyć, a nie powtarzać go.

W książce Obudź olbrzyma znajdziesz pozostałe dwie rady, wiele wyjaśnień, ciekawe przykłady, motywowanie w pełniej krasie. Niektórzy zachowali dla siebie tę książkę jako przyjaciela, który w stosownym momencie podrzuci cenną radę. Ponadto ona, jak Cezar, nie starzeje się, ona dojrzewa. Jest dobrym lekiem na brak wiary w siebie i w swoje możliwości. Olbrzymie, powstań, już czas!