Skuteczne nawyki

Zielone oczy nadziei czyli jak rozwijać skuteczne nawyki

Kiedy czytam czy słyszę o ludziach, którzy osiągnęli sukces, myślę sobie, że oni to urodzili się z właściwymi zdolnościami, w odpowiednim domu i spotkali ludzi, którzy wskazali drogę i pomagali im w jej pokonaniu. Ja, myślę sobie po sierocemu, tego wszystkiego nie otrzymałam, więc sukcesu nie osiągnęłam. Usprawiedliwiwszy się w ten sposób, zaczęłam szukać winnych: rodziców, rodzeństwo, przyjaciół…? Chris Rea słyszany z daleka właśnie zanucił: „O, no, this is the road to hell!” Czyżby? A skąd on się na tym zna?

Okazało się, że nie tylko on. To do niczego nie prowadzi, natomiast droga do spełnienia się jest prosta, a paradoks polega na tym, że jest tak prosta, że aż niewiarygodna. Książka Brendona Burcharda "Skuteczne nawyki. Jak zwyczajni ludzie osiągają nadzwyczajne rezultaty" stara się przekonać, że właśnie tak jest. Czytając, włączam opcję, którą stosuję, aby coś z książki wynieść, czyli: to jest proste i do dzieła. Panie Burchard, jestem gotowa na sukces, co mam robić?

Przygotuj się na to, że jesteś wydajnym wykonawcą


Podstawą tego jest pewność siebie, że potrafię prawie wszystko, tylko tego muszę się nauczyć i to wyćwiczyć, ale mogę i to od mnie zależy, co zrobię ze swoimi zdolnościami! Na razie mam do zapamiętania: dobre nawyki i pewność siebie. Chwilę ćwiczę pewność siebie na twarzy. Hm, kot chciał wyskoczyć przez okno na ogród, ciekawe czemu?

Powinnam wiedzieć: kim jestem i jaki chcę osiągnąć cel? Dobry nawyk narzuca wręcz codzienne zadawanie sobie tych pytań, aż stanie się jasność, no może klarowność, ale jest to dopracowywanie szczegółów na czterech płaszczyznach/obszarach:
• moje ja - chcę wypracować najlepszą wersję siebie samej,
• społeczeństwo -jest jakaś interakcja? No to robię wszystko, aby spotkanie wypadło jak najlepiej,
• umiejętności i dokładna wiedza - o tym, co jest moją siłą? Trzeba się skupić na rzeczy najważniejszej i ją rozwijać zgodnie ze słowami: jeśli się nad czymś pochylisz, to to rośnie.
• służba - nie cała umrę, jeśli coś zrobię dla innych, podzielę się z nimi. Przy okazji mogę liczyć na to, że tak ludzie mnie zapamiętają - od najlepszej strony. Ok. zgadzam się.

Na razie dość pytań, teraz ćwiczę, czyli generuję energię umysłową, myśląc wyłącznie pozytywnie i wciąż się czegoś ucząc. Poza tym ćwiczę fizycznie: ruch, ruch i jeszcze raz ruch, tylko regularnie, z żelazną konsekwencją.

Teraz szybki zimny prysznic i kolejny nawyk: wyćwiczenie motywacji. A tak, przy okazji, ćwiczę pozytywne myślenie: biorę zimny prysznic, wierząc, że da mi zdrowie. Niekoniecznie? Ups. Ale praca nad motywacją to bardzo szeroki temat. Sięgnij po książkę "Skuteczne nawyki. Jak zwyczajni ludzie osiągają nadzwyczajne rezultaty", a się dowiesz.

Energia już jest, teraz sprawdzam jej równoważność z efektami. (Tu już moje pozytywne myślenie nie wystarczy…) Co teraz panie, Burchard? Aha, Pomoże mi w tym: dobra organizacja pracy. Na przykład: ustawiam wagoniki na torach: koncentracja, motywacja, terminowość i posyłam moją kolejkę do stacji cel. Poszłooo…

Teraz poleruję słowo klucz do poczucia własnej wartości: uznanie. Tu powinnam umieć pochwalić, wyrazić uznanie współpracownikom, podwładnym, ogólnie innym ludziom i pozwolić na pozytywne wypowiadanie się o mnie ludziom ze sfery osobistej i zawodowej. Może łatwiej będzie zmienić kraj? No trudno, nie mam tego, ale przecież dzięki książce: "Skuteczne nawyki. Jak zwyczajni ludzie osiągają nadzwyczajne rezultaty" mam się tego nauczyć.

Nawyk oddania - czyli ćwiczę rozpoznawanie ludzkich potrzeb i staram się im dać to, czego potrzebują. Przy okazji sobie też, chyba? Szanuję ludzi, chwalę ich, oddaję właściwą część odpowiedzialności, wciągam do ciekawych projektów, jak czegoś nie wiem, to się pytam lub proszę o pomoc. Może wystarczy…

Siedzę sobie wygodnie w fotelu, głaszczę kota i próbuję sobie wyobrazić, jak w stroju spadochroniarza w samolocie, stoję w kolejce do skoku i jestem następna. Próg ryzyka pokonuję z kamienną twarzą twardzielki. Lecę. O matko, ja żyję?! Aha, powinnam z kimś szczerze porozmawiać o swoich ambicjach. Na szczęście wiem z kim.

-Panie instruktorze i jak…?
-Tak, tak, niech pani nadal tu przychodzi trenować, ma pani talent.

I wtedy w jego zielonych oczach zobaczyłam błysk nadziei. Ażeby bliżej poznać mężczyznę (cel), który mi się podoba (ambicja) zdecydowałam się na skoki spadochronowe (ryzyko), szczerze porozmawiałam (choć krótko) o mojej nadzwyczajnej zdolności (samoświadomość), dla dobra parytetu zwiększyłam populację spadochroniarek ( nawyk oddania) i usłyszałam pochwałę.

Skoro tak dobrze mi poszło w wyobraźni, to może zastosuję to w rzeczywistości i w innych dziedzinach? Błysk mojej nadziei w jego zielonych oczach obudził we mnie wojowniczkę, drżyjcie narody…