Olbrzymie, powstań, już czas!
Żyję sobie jak żółwik w pancerzyku, rzadko wystawiam antenki na zewnętrzny świat, bo zwyczajnie nie przepadam za nim, z wiekiem staję się zgorzkniały, niechętny wszystkiemu, co nowe, codziennie w myślach ćwiczę, jak tu dokopać tym, co śmieją się, są zadowoleni, spontaniczni i otwarci na ludzi. Po co pokazują, że cieszą się swoim życiem? Niech im będzie tak samo jak mnie: nudno, szaro i byle jak. Jaśniejszą myślą jest czekanie na wróżkę, rycerza na białym koniu, czy złotą rybkę, którzy razem albo każde z osobna odmienią moją egzystencję. I teraz właśnie przypadkowo wpada mi do rąk książka Tony Robbinsa: Obudź w sobie olbrzyma. To ja sam mam być tym magiem od siedmiu boleści, czy jakąś oczadziałą wróżką? Nigdy w życiu! Jeszcze czego!